czwartek, 3 lutego 2011

W nowym czasie

Minął grudzień, minął styczeń... nadszedł luty.... a ja nie mam nic do napisania. I nie dlatego że nic się nie dzieje, właśnie za dużo się działo żeby móc to spisać.

Człowiek sobie myśli jak dobrze że ma prace.... tylko czasem ta praca bardziej szkodzi człowiekowi niż daje pożytku. Ale pracuje się dalej, zaciska się zęby i idzie, a w środku aż gra ze złości.

Najbardziej nie znoszę bezradności - tego że nieważne co i jak bym zrobiła już nic nie poradzę, bo zależy to od innych, od pogody, od pieniędzy, od zagrań losu.

Tęsknie do czasów jak byłam bibliotekarką, tęsknie do tego jak przychodziłam do pracy i buzia mi się śmiała od ucha do ucha, że lubiłam poniedziałki, że lubiłam swoje zajęcie - ale zachciało mi się pracować w zawodzie.... i mam co chciałam - prace w zawodzi, ale nie ma we mnie już chęci, motywacja utonęła wraz z ta wodą co nas zalewa i ignorancją innych.

Nie wiem kiedy znów coś napisze, teraz trudno zebrać myśli.