środa, 20 maja 2009

Z nadwiślańskiej krainy

Paranoiczną zagłostkę oddawania ubrań dla biednych rozwiązaliśmy z Patrykiem w sobotę. Zawieźliśmy pudełka z rzeczami po babci do Monaru. Okazuje się, że tam po prostu oddaje się wszystko na stróżówkę, skąd potem rzeczy jadą do magazynów. Pan który nam otworzył bramę był bardzo miły i chętnie sam pomagał w wypakowywaniu rzeczy z samochodu. Troche się martwiłam tym, że kurtki też wieźliśmy, myślałam że może nie będą ich teraz chcieli bo to nie sezon i będzie im w magazynach zalegało ale pan popatrzył na mnie i mówi "przecież zima w tym roku też będzie". Bardzo za wszystko podziękował. Widać było że życie nie raz go przygniotło, ale teraz dał mu ktoś szansę, dał zajęcie i cel, i małymi kroczkami jakoś to życie na nowo próbuje układać.

A dziś zrobiłam małą kontrolę w „dzieciowie”. Dzieci całe i zdrowe, rodzice sobie radzą, wszyscy czekają na powrót Gagi.

Aga jak przyuważysz gdzieś Chuck'a to go dawaj do Polski bo muszę coś załatwić przez Błękitną linię TP – a tylko on umie na nią się dodzwonić za pierwszym razem.

poniedziałek, 11 maja 2009

Paranoja

Robię teraz porządki w domku po mojej babci. Ubranie, które tam były chciałam oddać biednym. Myślę sobie ładne rzeczy, jeszcze się komuś przydadzą.
Nie chciałam ich jednak wrzucać do tych żółtych pojemników bo rzeczy stamtąd wcale już dla biednych nie idą. Stwierdziłam, że zadzwonię do nas do Gminy do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej i tam mi powiedzą co z tym zrobić.

Pierwszy raz jak dzwoniłam to jakaś babka nie wiedziała co mi odpowiedzieć, powiedziała że spyta kierowniczki. Miałam zadzwonić po 14.

Zadzwoniłam, już zupełnie inna baba, mówi mi, że ona nic nie wie, że miała jaką informacje przekazać, ale że na pewno oni ubrań ani niczego nie wezmą bo nie mają gdzie trzymać. Kiedyś był magazyn, ale go woda zalała i teraz nie ma - to sobie myślę trzeba znaleźć nowy magazyn, ale nic siedzę cicho i brnę w to dalej.

Pytam babki- to gdzie w Warszawie można takie rzeczy oddać? - ona nie wie, może do Caritasu można zadzwonić, ale ona nie wie. No kurcze tak odpowiada babka z urzędu! co ma ludziom pomagać!

Dzwonie do Caritasu, oczywiście nie tam powinnam zadzwonić bo powinnam do PCK, o czym się w Caritasie dowiedziałam! To oni wiedzą a nasze społeczniczki nie!

Dzwonie do PCK - Pani bardzo miła mówi, że oczywiście można przywieźć, na Żoliborzu są nawet dwa punkty, dostałam adresy i telefony, tylko, że czynne 10-14 i lepiej wcześniej zadzwonić. No to ja się teraz muszę z pracy zwalniać żeby rzeczy dla biednych coś dać! No ale lepsze to niż nic.

Myślę sobie jednak - nie popuszczę tej z GOPSu - dzwonie, oczywiście ta sama odebrała, i dobrze (widocznie herbatkę przy biurku piła), przedstawiłam się i mówię jej - weźmie se pani karteczkę i pisze adresy, a ta do mnie „a po co?” - po to że jak drugi raz do pani taki głupek jak ja zadzwoni i będzie chciał rzeczy dla biednych oddać to żeby pani mu umiała odpowiedzieć gdzie może to zawieść, a nie mówić nie wiem. Podyktowałam, miłego dnia życzyłam i się rozłączyłam - choć miałam jeszcze ochotę powiedzieć że może teraz spokojnie wrócić do picia kawy czy czego tam, ale już sobie darowałam.

Być może generalizuję, i na podstawie jednej sprawy wyciągam wnioski ogólne, ale dziś, na tą chwilę nie wierzę w szczerość i sumienność urzędniczek z GOPSu.

niedziela, 10 maja 2009

Lato w tv?

Zauważyliście, że w telewizji zaczęto puszczać wakacyjne filmy.

Słońce mocniej zaświeciło, zrobiło się cieplej, bardziej letnio, dziś były pierwsze grzmoty, wszyscy czują już nie tyle wiosnę, ale wręcz i lato.
Krótkie rękawki, krótkie spodenki, stopy w sandałkach i okulary słoneczne na nosie.

Tak już dość wszyscy mieliśmy zimy, że z euforią rzucamy się na promienie słoneczne. I ci co układając ramówki programowe to chyba zauważyli, a może i sami odczuli bo znów w telewizji pojawiła się seria filmów z Garbim, filmy z serii Disney’a, włoskie filmy z przygodami Bad’a Spencera, no super. Mnie te filmy kojarzą się z wakacjami.
Czekam zatem jeszcze tylko na jakiś spagertti western i lato będzie w pełni.

A prywatnie się jeszcze pochwalę, że podjełam kolejną próbę upieczenia ciasta drożdżowego i chyba tym razem się udało!
Oczywiście nie obyło się bez ucieczki ciasta z formy, ale tata (znawca) jednak pochwalił, wieć jestem na dobrej drodzę.

Wkrótce podejmę kolejną próbę!

piątek, 8 maja 2009

Żaby na wiosnę!

Dziś wieczorem usiadłam na schodach pod domem. Było tak cicho i przyjemnie.
Bez już kwitnie na biało i fioletowo. Konwalie zaczęły pachnieć. A dopełnieniem calej scenerii wiosny był rechot żab. Już je słychać!

W nocy na spacerze z psem będzie pewnie jeszcze lepiej słychać bo gwar ulicy ucichnie. Super.
Uwielbiam ten czas.