wtorek, 20 października 2009

Z pamiętnika technologa

Jak zreperować lampkę co miga na czerwono a powinna świecić na zielono.

Lampki migające na czerwono zwykle oznaczają awarie sprzętu. Technolog powinna wtedy pójść i sprawdzić na obiekcie co się dzieje z urządzeniem – powinna lecz pada, zatem problem. Ale!!!! Od czego magiczna kula czyli komputer do sterowania oczyszczalnią, który pokazuje więcej niż czerwona lampka. Technolog powinna go sprawdzić co niezwłocznie uczyniła – tam podejrzane urządzenie bezczelnie pracuje poprawnie.

Hm.... co technolog robi w takiej sytuacji? Czy....

1. wzywa na pomoc konserwanta by poszedł i sprawdził co się dzieje z urządzeniem? – nie
2. wzywa na pomoc serwis? – nie
3. wzywa speców od komputerów - nie
4. wzywa na pomoc elektryka by sprawdził urządzenia, kable i lampkę pod względem elektrycznym? – nie

NIE - technolog podeszła to tablicy synoptycznej i palcem kilka razy walnęła w lampkę – wynik – świeci na zielono. Sukces. Naprawiłam. Mogę iść do domu (marzenie ściętej głowy)

Z rzeczy niezawodowych – technolog była ostatnio w teatrze. W niedziele oglądała balet współczesny w Syrenie. Nie jest to jednak ten rodzaj sztuki, która do technologa przemawia. Wyginanie się nie przemawia do prostego technika. Technolog jednakowoż woli by aktorzy na scenie mówili.

Poza tym technolog była całe życie uczona, że do teatru – jako do przybytku muzy i miejsca gdzie jest żywy kontakt aktor - widz, powinno się chodzić elegancko ubranym. Tak myślała do ostatniej niedzieli, kiedy to wchodząc na widownie ujrzała prawie wszystkich panów ubranych w swetry i jensy (te spodnie zbudowały Amerykę ale sorry, bez przesady!) a panie w wełniane tuniki, chusty i szaliki.... a już kompletny zawał dotknął technologa jak koleś, który przed nią wchodził na widownie miał do pół tyłka ściągnięte spodnie i widać mu było majtki a z nich wystawała metka – i wszystko było cool bo metka była firmowa. Widocznie jak bielizna jest firmowa to można ją nosić w teatrze na wierzchu.

Mąż technologa był w garniturze. Technolog była z niego dumna. Sama miała elegancką bluzkę i spódnice – i jest zadowolona z tego, że okazała się purytanką. Może i jest technikiem, wykonuje przyziemną prace, może i nie mieszka w stolycy tylko na prowincji, ale!! lepiej wyglądać nie - trendy niż nosić majtki na wierzchu.

środa, 14 października 2009

KOT

Oto KOT - czyli Ktoś Ogromnie Tajemniczy. Już nie Cygan ale Fuks.........
.
....
.......
....
.
............A może nie Fuks tylko Diabeł.............


A poza tym pada śnieg - super, tylko nie wtedy jak się pracuje w terenie. Ale to nic - nie ma też światła, jak nie ma światła - nie ma stacji nadawczych, nie ma stacji - nie ma komórek, nie ma komórek - nie ma zgłoszeń awarii.... XXI wiek

poniedziałek, 12 października 2009

Kot – niespodzianka

Otóż nie jest to kolejny szydełkowy zwierzak. I nie jest to szklana figurka, i nie jest to maskotka pluszowa tylko żywy, czarny, mały kot.
Kot, kociak, rozwrzeszczana czarna kulka, „co wygląda jak 49 smutków”.

W czwartek go dziewczyny widziały na naszej ulicy. Darł się jakby się go ze skóry obdzierało. Aneta próbowała go złapać, ale zwiał jej najpierw pod jednego wraka co niby jeździ, ale już tak od 3 miesięcy miejsca postoju nie zmienił, a potem pod samochód sąsiada.
W piętek wieczorem mama stwierdziła, że może damy mu coś jeść, bo zdawało się nam, że on jest za mały żeby coś sobie upolować. Próbowałyśmy we trzy, angażując w to jeszcze sąsiada, (którego w całej tej akcji obudziłyśmy) i Patryka. Masakra o 23 wieczorem. Kocio – okazał się jeszcze mniejszy niż z początku myśleliśmy, strach było go łapać bo widać było tylko przesuwającą się czarną plamkę. Oczywiście znów zwiał pod wraka.

W sobotę przyszłam rano do rodziców, patrzę a moja siostra siedzi w łazience z pudełkiem, a mama pod łazienką pilnuje Suzi bo tej mało kręgosłup nie pęknie tak szyje wyciąga żeby zobaczyć co jest w pudelku, Okazało się, że rano, na spacerze z psem Anecie udało się złapać małego. Zaplątał się z trawę i tym razem nie dał rady zwiać.

Jest mały, czarny, ciągle głodny, do tego ma zapalenie ropne oczu, zanim go Aneta dosuszyla widać było jak jest chudy. Cały czas płacze. I jest z niego straszna biedzinka. Zobaczymy, co z nim będzie. Czy przetrwa. Teraz siostra robi za kocią mamę dla Cygana... bo jak że go nazwać inaczej.

czwartek, 8 października 2009

Wakacyjna lektura

Jaką książkę brać nad morze?
Na pewno nie pożyczoną – mam wewnętrzny sprzeciw przed braniem pożyczonych książek na plaże, szczególnie książek z biblioteki, gdyż osobiście nie znoszę jak w okładce książki (a teraz okładki są foliowe) siedzi piach. Okładka wygląda okropnie a książka wydaje się być brudna. Nie lubię tego więc sama staram się nie przyczyniać do powstawania takich sytuacji.

Książka nad morze musi być wesoła. No jak na słonecznej plaży czytać smutne teksty. Nie leży mi to w kontekście.

Książka na plażę musi się łatwo czytać, trochę wciągać i na pewno trzeba lubić jej autora.

No a jaką książkę wybrałam ja na pobyt na krynickiej plaży..... Książkę autorstwa Joanny Chmielewskiej. Kobiety, która jednoznacznie kojarzy mi się z morzem, która umie zbierać bursztyny, która wie kiedy je zbierać, która lubi hazard, której książki od lat wiążą mi się z wakacjami i która sprawia że śmieje się od ucha do ucha zawsze gdy jem sama w swojej kanciapie w pracy drugie śniadanie (a dlaczego, a dlatego że w książce „Wszyscy jesteśmy podejrzani” jedna z postaci powiedziała że traktuje jedzenie jako sprawę bardzo prywatną i dlatego je chyłkiem, a druga postać usłyszała że tamten je tyłkiem i mało nie spadła z fotela. Proszę sobie to wyobrazić i wszystko będzie zrozumiałe).

Tym razem w podróż ze mną pojechała książka „Zwyczajne życie”.
Pisana dawno, w PRL’owskim klimacie, z dzielną milicją i akcjami społecznymi, z badylarzami i szmuglerką oraz oczywiście zwariowanymi przyjaciółkami w wieku przedmaturalnym, które niechcący wpadają na ślad wielkiego przekrętu i pomagają milicji złapać przestępców. Ciekawa, śmieszna i już trochę nostalgiczna. Polecam

A tak na koniec po czym poznać plażowego „czytacza”? Po tym że twarz ma bladą, bez objaw kontaktu ze słońcem a plecy spalone na czerwono, skóra schodzi 3 warstwą. Na szczęście mój małżonek co jakiś czas zarządzał obracanie rożna na kocyku, więc skórę zachowałam.

niedziela, 4 października 2009

Kot

Przedstawiam Państwu kota.



Kot powstał z resztek włóczki. Pomysł zasięgnięty od przemiłej Bloggerki - SANKI .
Z włóczki tej kiedyś moja babcia robiła sweter. I strasznie jej tej włóczki zazdrościłam bo była taka trójkolorowa. Teraz kiedy po latach, znalazłam mały motek wśród rzeczy po babci strasznie mi się zatęskniło za tym czasem kiedy razem sobie dziergałyśmy na drutach. Wydawało mi się, że motka jest za mało żeby udało się z niego zrobić coś konkretnego, a tu proszę, dzięki pomysłom Pani Senki coś jeszcze z niego powstało.

Oto zdjęcia z "kociego pleneru"

- tak sobie wyglądam przez okno


- na piecu z resztą kociej bandy

- tak sobie śpimy

- z misiami czyli Alą i Ksawerym, odpoczywamy:)