Tydzień temu skończyłam czytać książkę: Julie/Julia Rok niebezpiecznego życia.
Jest to książka o tym jak młoda dziewczyna Julie Powell przez rok postanawia ugotować wszystkie przepisy z książki kucharskiej „Doskonalenie francuskiej sztuki kulinarnej” Julii Child.
W Stanach Julia Child była pierwszą telewizyjną kucharką i uczyła amerykańskie gospodynie gotowania w stylu francuskim. Taka protoplastka kuchni.tv:
- występowała w telewizji i mówiła o gotowaniu
- uczyła gotować
- była współautorką ksiązki z kuchnią francuską dla amerykańskich gospodyń z kraju ludzi uważanych na kulinarnych ignorantów.
Jej przepisy były pełne masła, cukru, tłuszczy, soli – czyli wszystkiego tego czego obecnie zabraniają jeść dietetycy. Bohaterka książki przeżywa rok niebezpiecznego gotowania gdyż:
- w 365 dni ma zamiar przyrządzić 524 przepisy
- niektóre składniki są trudno dostępne w obecnych czasach – kto gotuje teraz kości żeby uzyskać szpik??
- warunki mieszkaniowe i sprzęt kucharski pozostawiają trochę do życzenia
- bohaterka jest trochę sfrustrowana i lekko zagubiona w swoim życiu, miewa załamania, zwątpienia w swoje możliwości a do tego ma głupią pracę
Książkę czyta się bardzo szybko. Pochłaniają człowieka opisy gotowania, szukania składników i pichcenia po pare godzin – oraz zmagania się jednostki z całym światem i sobą.
Z początku człowiek się śmieje, potem zaczyna zastanawiać sam nad sobą - ja znalazłam wiele wspólnych cech z bohaterką książki. Też lubię wymyślne gotowanie (nie mylić z wykwintnym), żeby danie było trochę z innej beczki, żeby finalnie wyglądało dziwnie. I tak jak Julie strasznie się wściekam jak po kilku godzinach gotowania/pieczenia potrawa się nie udaje bo coś wyszło nie tak. I nie pomaga to, że potrawa jest zjadliwa - jak kucharka wie, że coś jest nie tak to już koniec, katastrofa, cały wieczór który miał być wspaniały jest do bani.
A co ja mogłam zrobić po skończeniu takiej książki?
Jest taki jeden przepis, który od pewnego czasu jest dla mnie wyzwaniem. Już próbowany, ale jeszcze nie wypróbowany – tzn. będzie wypróbowany jak w końcu się uda. Raz na jakiś czas najdzie mnie potrzeba by znów podjąć wyzwanie – więc skończywszy czytać książkę o niebezpiecznym gotowaniu nie mogłam zrobić nic innego jak znów spróbować – czyli umordować ciasto drożdżowe – finał w piecu wyglądał tak…

To jeszcze nie to, jeszcze się nie udało – ale za każdym razem jest trochę lepiej.

Potem spróbuje jeszcze raz, teraz trzeba dojeść te wytwory:)
Poza tym teraz czytam książkę o malowaniu.... ciekawe czym to się skończy;)