piątek, 24 grudnia 2010

Przed swiętami parę słów

Pierwsze słowo - rany jak fajnie, dziś wigilia. Szkoda że Święta w tym roku są weekendowe ale nie ma tego złego... przynajmniej nie miałam problemów z oddawaniem wolnych dni w grafikach.

Po drugie - w tym roku wiele spraw świątecznych (czyt. zakupów) udało mi się załatwić już na początku grudnia więc ostatnich dni nie spędziłam w kilometrowych kolejkach, w korkach, wkurzając się na współużytkowników powierzchni sklepowych co po całym sklepie łażą i zostawiają koszyki jakby to był hipermarket a nie nasz miejscowy sklepik.

A właśnie co do koszyków....

Po trzecie - zapamiętać na przyszłość - pilnować koszyka w hipermarkecie, szczególnie w okresie przedświątecznym, ja nie pilnowałam i koszyk zgubiłam, albo ktoś sobie pożyczył... przecież rzeczy w nim były już przez kogoś wybrane ale jeszcze nie płacone więc w sumie nikomu nic się nie stało tylko że mnie nieźle to wkurzyło, aż mnie trzeba było ewakuować ze sklepu bo mogłam komuś zrobić krzywdę - np tej pani co mi koszykiem przejechała po nodze jak pędziła na oślep do półki z zabawkami po jedną z milionów sztuk Barbie.

Po czwarte - zaszalałam cukierniczo na te święta. Zobaczymy czy ciasto Pyszotka vel Pani Walewska wyszło...

A po piąte, szóste, siódme i ósme - życzę Wszystkim


Wesołych Świąt



czwartek, 9 grudnia 2010

Mikołajki

W tym roku wręczałam ręcznie robione "Mikołajki".

Zrobiłam je wcześniej, w zeszłym tygodniu obfotografowałam, w poniedziałek wręczyłam i już czas najwyższy żeby je pokazać bo trzeba się brać za kolejne prezenty.

Oto moje pierwsze próby z sowami. Pomysł zapożyczony z Sankowa: http://sanka1.blogspot.com/
ale moje sowy jeszcze nie wychodzą tak jak powinny. Tzn moja siostra jak swoją zobaczyła to nawet nie skojarzyła że to sowa... myślała że to jakaś twarz, na szczęście moja niezawodna mama uratowała mój honor i od razu mówi "SOWA"




(Sowa Anety)
no może i trochę ma męskich rysów ale oczy mówią same za siebie:)


druga sowa - sowia inteligencja aż wyziera z tych oczu:)




Wymyśliłam też że zrobię broszki z szydełkowych kwiatków - robi się szybko i można się pobawić koralikami. Potem kwiatek na czapkę i już mamy modnisię:)


a tak towarzystwo prezentuje się w całym zestawie.

środa, 1 grudnia 2010

Akcja "Łap łabędzia"

Wszyscy widzą jak jest na zewnątrz - biało, ślisko i minus 12. Kto nie musi ten nie wychodzi z domu. No niestety dzikie zwierzęta za dużo luksusów w naturze nie mają - jak pada deszcz to na łep, jak wieje wiatr to biednemu, jak śnieg to w gnieżdzie bez dachu, jak mróz to akurat na tym jeziorze gdzie żeśmy zaspali... i tak z racji miejsca usytuowania mojej "fabryki" ostatnio mamy różne atrakcje ze zwierzętami.
Wczoraj był przemarsz łosi - zważywszy na otaczającą nas aurę poczułam się jak w "Przystanku Alaska". To nie Truskaw tylko Cicely na Alasce, a łoś przy drodze się na mnie spojrzał jak na wariata że mu jedziemy samochodem przez stołówkę.
Dziś zaś była akcja przymarznięty do stawu łabędź. No bidny siedział tak na środku, łap wyciągał jakby chciał kuper od tafli oderwać siła szyi i tak się go wszystkim zrobiło szkoda że zawiadomiliśmy Urząd Gminy żeby coś wymyślili.
I proszę - akcja uwieczniona na foto - przyjechało OSP, łódkę wyciągnęło, potem po stawie z bosakami i łódką pod ręką (w razie jakby się lód zarwał i by mieli się skąpać) pomaszerowali dzielne chłopaki nieść pomoc ptaszkowi.


tylko że ptak jak zobaczył czterech facetów idących na niego z siekierami to scykał, wziął się zebrał w sobie, kuper z lodu odkleił i ...... spitolił.


mam nadzieję że odwiedzi nas na wiosnę:)