środa, 1 grudnia 2010

Akcja "Łap łabędzia"

Wszyscy widzą jak jest na zewnątrz - biało, ślisko i minus 12. Kto nie musi ten nie wychodzi z domu. No niestety dzikie zwierzęta za dużo luksusów w naturze nie mają - jak pada deszcz to na łep, jak wieje wiatr to biednemu, jak śnieg to w gnieżdzie bez dachu, jak mróz to akurat na tym jeziorze gdzie żeśmy zaspali... i tak z racji miejsca usytuowania mojej "fabryki" ostatnio mamy różne atrakcje ze zwierzętami.
Wczoraj był przemarsz łosi - zważywszy na otaczającą nas aurę poczułam się jak w "Przystanku Alaska". To nie Truskaw tylko Cicely na Alasce, a łoś przy drodze się na mnie spojrzał jak na wariata że mu jedziemy samochodem przez stołówkę.
Dziś zaś była akcja przymarznięty do stawu łabędź. No bidny siedział tak na środku, łap wyciągał jakby chciał kuper od tafli oderwać siła szyi i tak się go wszystkim zrobiło szkoda że zawiadomiliśmy Urząd Gminy żeby coś wymyślili.
I proszę - akcja uwieczniona na foto - przyjechało OSP, łódkę wyciągnęło, potem po stawie z bosakami i łódką pod ręką (w razie jakby się lód zarwał i by mieli się skąpać) pomaszerowali dzielne chłopaki nieść pomoc ptaszkowi.


tylko że ptak jak zobaczył czterech facetów idących na niego z siekierami to scykał, wziął się zebrał w sobie, kuper z lodu odkleił i ...... spitolił.


mam nadzieję że odwiedzi nas na wiosnę:)



Brak komentarzy: