Wczoraj był przemarsz łosi - zważywszy na otaczającą nas aurę poczułam się jak w "Przystanku Alaska". To nie Truskaw tylko Cicely na Alasce, a łoś przy drodze się na mnie spojrzał jak na wariata że mu jedziemy samochodem przez stołówkę.
Dziś zaś była akcja przymarznięty do stawu łabędź. No bidny siedział tak na środku, łap wyciągał jakby chciał kuper od tafli oderwać siła szyi i tak się go wszystkim zrobiło szkoda że zawiadomiliśmy Urząd Gminy żeby coś wymyślili.
I proszę - akcja uwieczniona na foto - przyjechało OSP, łódkę wyciągnęło, potem po stawie z bosakami i łódką pod ręką (w razie jakby się lód zarwał i by mieli się skąpać) pomaszerowali dzielne chłopaki nieść pomoc ptaszkowi.


tylko że ptak jak zobaczył czterech facetów idących na niego z siekierami to scykał, wziął się zebrał w sobie, kuper z lodu odkleił i ...... spitolił.
mam nadzieję że odwiedzi nas na wiosnę:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz