czwartek, 28 stycznia 2010
Z pamiętnika technologa - zima....
...zakrzyknęła technolog po zmianie obuwia gdy po trzecim lądowaniu po kolana w zaspie udało jej się powrócić z obchodu do budynku.
środa, 27 stycznia 2010
wtorek, 26 stycznia 2010
Kabaret na cały rok
Odstroiłam się na cymes, mąż spodnie od garnituru, koszula, kamizelka – no cudny, choć przez chwile mruczał coś o dżinsach ale powiedziałam, że po moim trupie! (choć potem się okazało że większość żon, narzeczonych, dziewczyn nie była tak uparta)
Pikachento pomknęło pięknie do Warszawy – ten samochodzik stale mnie zachwyca, taki niby mały, niby niepozorny a mróz mu nie straszny, pięknie odpala i gna przed siebie.
Pod Kongresową zaparkowaliśmy jak kulturalni ludzie na parkingu, wzięliśmy bilecik parkingowy, poszliśmy odebrać bilety – bardzo miła obsługa, oddaliśmy płaszcze do szatni i poszliśmy na amfiteatr, bo gdzieś tam były nasze miejsca. Jeszcze po drodze spotkaliśmy ciocie, która pracuje przy obsłudze przedstawień, umówiliśmy się jak wracamy, gdzie ma czekać itd.
Miejsca nasze okazały się nie tak wygodne jak się spodziewałam. Siedzieliśmy na krzesłach a nie typowych fotelach, miejsca nasze były między kolumnami, osobne, niepołączone plecami. Ale gdy tak patrzę z perspektywy chyba lepiej, że takie miejsca mieliśmy, bo po pierwsze, mogło być gorzej - kanapy które były za nami nie miały pleców a my przynajmniej mogliśmy się oprzeć, a po drugie z mężem jesteśmy raczej wyżsi i pojawił się problem z upchaniem nóg między wąską przestrzeń naszych miejsc a rzędu foteli przed nami – musiałam deczko bokiem siedzieć, ale w sumie potem po przedstawieniu sprawdziłam, że we wszystkich rzędach jest tak wąsko, wiec jakbyśmy siedzieli w rzędzie fotelowym to musiałabym chyba trzymać kolana u sąsiada. Cóż powiedzmy sobie szczerze kiedyś ludzie byli mniejsi, a ten przybytek do najmłodszych nie należy...
Ale co tam trochę niewygody, kiedy kabaret świetny. Bardzo dobra konferansjerka Artura Andrusa i Tomka Jachimka. Panowie zapowiadali Kabarety, ale zanim powiedzieli, kto w danej chwili wystąpi strzelali anegdotami, rzucali żarty i uczyli ludzi zwracać uwagę na drobnostki świata. Okazało się, że czasem w mało ważnej instrukcji obsługi, notce z gazety lub ogłoszeniu drzemie ukryty komizm. Od dziś będę czytać instrukcje obsługi!
Program Kabaretu podzielony był na 4 pory roku – na każdą porę kilka kabaretów. Występowały Kabaret DNO, Kabaret Limo, Ani Mru Mru, Kabaret Moralnego Niepokoju, Kabaret Młodych Panów, Łowcy.B – i mimo że ich zbyt nie lubię to tym razem ich skecze mi się bardzo podobały. Wystąpił też nowy kabaret – Kabaret Tenor – w skład, którego wchodzi dwóch panów z wykształceniem muzycznym – jeden gra a drugi śpiewa, ale jak śpiewa – jest tenorem, z super głosem i do tego ma świetne poczucie humoru i dystans do siebie – śpiewał „usta milczą, dusza śpiewa....” ubrany w kostium 2 częściowy - z jednej strony frak a z drugiej suknia balową i blond peruka. Jakby się zacząć nad tym głębiej zastanawiać to można to dwojako interpretować – po prostu, że mężczyzna śpiewa do kobiety, albo - że sam śpiewa do siebie, bo jako artysta kocha tylko siebie... Ten kabaret tak się wszystkim podobał, że był pierwszym (a występował w drugiej części programu), który był dwa razy wywoływany na brawa.
Ale największe mistrzostwo pokazał Moralny Niepokój – drugi z ich skeczy powalił wszystkich na kolana. Ledwo mogłam złapać powietrze od śmiechu. Tekst „uważaj wędrowcze! Zostaw to miejsce takim, jakim je zastałeś” w sytuacji, gdy jeden myśliwy musi drugiemu pod czujnym okiem ekologa i obrońcy Tybetu sprawdzić metkę w majtkach... pozostanie w mej głowie na długo.
Bawiłam się świetnie. Serdecznie polecam takie wyjścia.
W sumie można powiedzieć, że naładowaliśmy akumulatory na bardzo długo, ale ich zapas został nieco nadszarpnięty przez niektórych widzów, którzy tak się bali kolejek przy szatniach, że zaczęli wychodzić z sali, kiedy Andrus i Jachimek kończyli program i żegnali widzów. Jak dla mnie bardzo to niegrzeczne. No, ale tak bywa. Potem w kolejce każdy stał tylko i pukał obcasem z nerwów, że jeszcze nie dostał palta.
Ale najlepiej było na parkingu. I nie, dlatego, że był korek do wyjazdu. NIE! Okazało si,ę że na cały parking wokół Kongresowej jest tylko jedna kasa. I to elektroniczna. Otrzymany bilet trzeba tam wrzucić, poczekać aż maszyna policzy należność, wrzucić pieniążki i poczekać aż wpłatomat odda bilet, bez którego się nie wyjedzie z parkingu. Kolejka była jak do monopolowego! Wszyscy stali, na 20 stopniowym mrozie i dziwili się jak to możliwe, że w takim miejscu jest tylko jedno takie diabelskie urządzenie. Niektórzy stali na zmianę, inne rodziny wprowadziły podział obowiązków – jeden stoi reszta biega i szuka drugiego wpłatomatu.
Ale my mieliśmy szczęście. Nam, współkolejkowicze trafili się bardzo fajni. Może dlatego, że staliśmy na końcu – czyli oni też się nie śpieszyli do szatni, mieli trochę dystansu do życia bo właśnie się dobrze bawili – wiec zamiast się kłócić albo narzekać wszyscy zaczęliśmy żartować, wymyślać jakieś absurdalne pomysły jak obejść ten wpłatomat. Potem jedna z pań patrząc na drugą stronę ulicy, przypomniała sobie jak to za komuny stała pod Emilką w kolejce i też było tak zimno i maiła kupić wersalkę a… kupiła 2 fotele, jeden jasny a drugi ciemny, ale się i tak cieszyła. Zaczęły się wspomnienia, pojawiły się historie życia i w atmosferze mrozu wszyscy świetnie się bawili.
Każdy zmarzł na kość - ale wieczór był świetny.
A teraz dziękuję za cierpliwości tym, którzy wytrwale przeczytali ten wpis. Życzę dużo uśmiechu – on dobrze działa na mróz.
czwartek, 21 stycznia 2010
Z pamiętnika technologa – GUSy
Technolog GUS oczywiście uwielbia. Tzn. aż tak trudne wpisanie tych informacji do odpowiednich sprawozdań nie jest. Policzenie czegoś to w sumie pikuś – tylko trzeba mieć co liczyć. A tu jedne dane mam ja, drugie koleżanka z innego piętra, trzecie są zamknięte w archiwum, czwarte w ogóle w innej instytucji. Mozolnie trzeba je namierzyć, spisać i finalnie wpisać. Zwykle technolog stara się być przygotowaną i mniej więcej pamięta jakie dane będą potrzebne i je zawczasu spisuje. Z tym że co roku lista sprawozdań ulega poszerzeniu i poza zwykłymi sprawozdaniami co rok dostajemy jakiś bonus. Super. Tylko że bonusa to zwykle nikt się nie spodziewa (jak i hiszpańskiej inkwizycji).
Zaczyna się więc namiętne szukanie danych, liczb i wytycznych, rozgryzanie instrukcji do nowych tabelek – a tak przy okazji te instrukcje to chyba pisze ktoś inny niż ten co tworzy tabelki, a już na pewno ktoś inny niż ten co robi GUSowską sprawozdawczość elektroniczną – bo według instrukcji trzeba wpisać XY a program chce YYXXiZ i nie ma zmiłuj.
Głowy parują, w użyciu pojawia się, wykresy, linie trendu, %, logarytmy, lim’esy, smsy do przyjaciela, telefon do konsultanta, pól na pół i inne takie chwyty znane z telewizji.
Po wszystkim człowiek nie wie jak się nazywa a tu trzeba się zmierzyć z programem komputerowym – bo sprawozdania przesyła się w formie elektronicznej.
Jak dobrze że mamy GUS – przynajmniej jak się kiedyś zgubie w czasoprzestrzeni – to będę wiedziała jaka w 2009 roku była produkcja z ha.... albo z czegoś innego co wiąże się z moją branża ale czego nazwy tu nie wymienię ze względów estetycznych i dobrego wychowania.
piątek, 15 stycznia 2010
Mega kokosa
W tamtą sobotę zrobiłyśmy z mamą faworki. Ponieważ do ciasta użyłyśmy 10 żółtek, zatem zostało nam 10 białek, do dowolnego wykorzystania. Przed świętami uzupełniłam zapasy bakalii, więc stwierdziłam, że zrobię właśnie kokosanki. Niestety 3 torebki wiórków kokosowych nie wystarczyły dla proporcji na 10 białek – okazało się, że zamiast charakterystycznej kluchy mam zupkę kokosową – ni jak z niej kuleczek zrobić się nie udało, bo się rozpływały. Stwierdziłam, że i tak nic z tego ciasta nie wyjdzie, ale trochę mi było szkoda go wylać, więc wsadziłam je po prostu do brytfanki na tartaletkę. Można przecież poeksperymentować.
Włożyłam ciasto do pieca i tak piekłam sobie aż się zezłościło.
Takim sposobem powstała gigantyczna kokosa.


Niby nic specjalnego, ale widać że ktoś już się skusił.

I tak naprawdę po trzech dniach już ciasta nie ma. Gdy coś ma w sobie karmel i kokos, jest słodkie i pachnie waniliowo – kokosowo, długo nie poleży w kuchni.
A w tą sobotę znów w planie faworki i zostaną białka…
środa, 13 stycznia 2010
Moja prywatna teoria spiskowa
Czy zauważyliście Państwo, że jak kupuje się nowy szampon i odżywkę tego samego typu, a potem się ich używa w wiadomych celach, to odżywka kończy się pierwsza. I co robimy – kupujemy odżywkę bo został nam jeszcze szampon, potem kończy się wreszcie szampon, ale mamy przecież odżywkę – więc kupujemy szampon i tak w kółko, czyli stale jesteśmy przywiązani do danego produktu.
Według mnie to jest taki zamysł producentów żeby stworzyć z nas wiernych konsumentów. Oczywiście nikt nikogo do niczego nie zmusza – ale zwykle szkoda zostawić na wpół zużytej odżywki... i większość z nas na jakiś czas wpada w wir kupowania jednej linii kosmetyków.
Jest to moja prywatna teoria. Przypomniała mi się ona bo wczoraj miałam pierwszy raz użyć mojego nowo zakupionego szamponu i odżywki. Od razu się w oczy rzuciło, że butelka od szamponu jest większa, czyli odżywka tym bardziej skończy się wcześniej. Zaczęłam to tłumaczyć mężowi ale on bardziej był przychylny teorii, że butelka szamponu jest większa, bo zwykle ludzi myją włosy dwa razy a potem raz nakładają odżywkę. No ja też tak robi – ale i tak odżywka się kończy szybciej.
Stale myśląc o mojej teorii poszłam się kąpać. Umyłam włosy – dwa razy a owszem i dawaj nakładam odżywkę. Tylko że ta odżywka strasznie się pieniła! No co jest – biorę obie butelki, czytam, a tam – szampon i.... szampon. Kupione razem, jako zestaw, sklejone taśmą z napisem hit, nowość! Producent wprowadza nowy produkt – i to od razu w podwójnej ilości (no dobra może 1,75). No jaki kochany! Tyle że większość ludzi, tak jak ja zamiast sprawdzić i przeczytać obie butelki odruchowo stwierdza, że duża to szampon, mała odżywka.
I teraz tak jak ja, muszą iść kupić sobie odżywkę do tego szamponu.
Ba, ja to muszę sobie kupić 3 odżywki, po jednej dla każdej butelki i jeszcze na zapas – no spokojnie na pół roku starczy.
I co – nie spisek???!!!!
