czwartek, 21 stycznia 2010

Z pamiętnika technologa – GUSy

Jak co roku, ze stycznia nastaniem przychodzi czas przekazywania danych statystycznych za rok miniony. Obowiązek taki wynika z ustaw, zarządzeń, rozporządzeń itp a nie przekazywanie tych danych podlega nawet jakiemuś paragrafowi. Aż strach się bać.

Technolog GUS oczywiście uwielbia. Tzn. aż tak trudne wpisanie tych informacji do odpowiednich sprawozdań nie jest. Policzenie czegoś to w sumie pikuś – tylko trzeba mieć co liczyć. A tu jedne dane mam ja, drugie koleżanka z innego piętra, trzecie są zamknięte w archiwum, czwarte w ogóle w innej instytucji. Mozolnie trzeba je namierzyć, spisać i finalnie wpisać. Zwykle technolog stara się być przygotowaną i mniej więcej pamięta jakie dane będą potrzebne i je zawczasu spisuje. Z tym że co roku lista sprawozdań ulega poszerzeniu i poza zwykłymi sprawozdaniami co rok dostajemy jakiś bonus. Super. Tylko że bonusa to zwykle nikt się nie spodziewa (jak i hiszpańskiej inkwizycji).
Zaczyna się więc namiętne szukanie danych, liczb i wytycznych, rozgryzanie instrukcji do nowych tabelek – a tak przy okazji te instrukcje to chyba pisze ktoś inny niż ten co tworzy tabelki, a już na pewno ktoś inny niż ten co robi GUSowską sprawozdawczość elektroniczną – bo według instrukcji trzeba wpisać XY a program chce YYXXiZ i nie ma zmiłuj.

Głowy parują, w użyciu pojawia się, wykresy, linie trendu, %, logarytmy, lim’esy, smsy do przyjaciela, telefon do konsultanta, pól na pół i inne takie chwyty znane z telewizji.
Po wszystkim człowiek nie wie jak się nazywa a tu trzeba się zmierzyć z programem komputerowym – bo sprawozdania przesyła się w formie elektronicznej.

Jak dobrze że mamy GUS – przynajmniej jak się kiedyś zgubie w czasoprzestrzeni – to będę wiedziała jaka w 2009 roku była produkcja z ha.... albo z czegoś innego co wiąże się z moją branża ale czego nazwy tu nie wymienię ze względów estetycznych i dobrego wychowania.

Brak komentarzy: