W tamtą sobotę zrobiłyśmy z mamą faworki. Ponieważ do ciasta użyłyśmy 10 żółtek, zatem zostało nam 10 białek, do dowolnego wykorzystania. Przed świętami uzupełniłam zapasy bakalii, więc stwierdziłam, że zrobię właśnie kokosanki. Niestety 3 torebki wiórków kokosowych nie wystarczyły dla proporcji na 10 białek – okazało się, że zamiast charakterystycznej kluchy mam zupkę kokosową – ni jak z niej kuleczek zrobić się nie udało, bo się rozpływały. Stwierdziłam, że i tak nic z tego ciasta nie wyjdzie, ale trochę mi było szkoda go wylać, więc wsadziłam je po prostu do brytfanki na tartaletkę. Można przecież poeksperymentować.
Włożyłam ciasto do pieca i tak piekłam sobie aż się zezłościło.
Takim sposobem powstała gigantyczna kokosa.


Niby nic specjalnego, ale widać że ktoś już się skusił.

I tak naprawdę po trzech dniach już ciasta nie ma. Gdy coś ma w sobie karmel i kokos, jest słodkie i pachnie waniliowo – kokosowo, długo nie poleży w kuchni.
A w tą sobotę znów w planie faworki i zostaną białka…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz