W poniedziałek już lekko zmęczona czekałam w pracy godziny 16 gdy przyszedł do mojego pokoju nasz firmowy kot – Sierściuch.
Dla niewtajemniczonych – kocur trafił na oczyszczalnie w pierwszym roku jej istnienia, wyglądał jakby po nim tornado ze dwa razy przeszło, po wcześniejszych złamaniach kości źle się zrosły, kulał na tylnią nogę a myszy go w zębach nosiły bo tak był chudy i ogólnie jadł wszystko co mu się dało. Niską wagę utrzymywał dość długo, poza tym zawsze gdzieś wlazł, lub pobił się z miejscowymi kotami więc pokiereszowany był stale. Latem 2008 roku nabawił się świeżba w uchu - tak się drapał, że rozwarstwił sobie małżowinę uszną, ucho mu spuchło, potem zaczęło się paskudzić i finalnie weterynarz musiał małżowinę usunąć. Zatem Sierściuch jest kotem jednousznym. Przy okazji panu doktorowi się trochę więcej ucięło i kot jest też kastratem. Zamysł był taki, że jako kastrat może mniej będzie się pałętał po polach i wdawał w bójki.
I w sumie pomogło, kocur rzeczywiście się mniej szwęda, siedzi w budynku i zwykle śpi (w okresie zimowym pomiędzy parapetem a kaloryferem). Z dawnych zwyczajów pozostąło mu zamiłowanie do jedzenia, które obwieszcza powitalnym wrzaskiem jak tylko ktoś pojawi się w okolicy zaplecza kuchennego, a poza tym przytył, i wygląda teraz jak kuleczka.
No i wczoraj Sierściuch zaczął przed 16 uskuteczniać żebranie o jedzenie w moim pokoju. Z racji tego że zakres wagowy już dawno przekroczył i zarządziłam mu diete, musiałam odmówić wydania mu kolejnej saszetki z karmą. Trochę się zasmucił, poza tym nie było już mojej koleżanki Marysi, która też ma do niego słabość – więc kot chyba przeżył jakiś ciężki szok psychiczny i zamknął się w sobie. Żeby stan swojego nastroju jeszcze bardziej zobrazował umieścił swój szanowny zadek w pudełku..... co widać na załączonym obrazku.
Po chwili kontemplacji własnego ja – udał się do pokoju obok gdzie rozładował powstałe wewnętrzne napięcie oglądając rybki w akwarium.
On jest rozbrajający.
A rano dnia następnego (jak i w inne dni) znów powitał mnie swym radosnym wrzaskiem obwieszczającym – już jestem głodny!!!
