piątek, 2 stycznia 2009

Witamy w 2009 roku

Nowy Rok trzeba rozpocząć dobrze –więc ja go zaczynam od urlopu. Właśnie sobie późno wstałam (mimo że pierwsze budzenie było już o 8.30 – telefon od szefa, gadka się nie kleiła bo cały czas mi się wydawało, że mi się to śni, a on się biedak pytał gdzie znajdzie dokument z listą obecności bo ją trzeba jeszcze raz wydrukować, sorry szefie że byłam trochę oschła w powitaniach, ale sam rozumiesz) – zjadłam dobre pożywne śniadanko – biały barszczyk, upiększyłam się i teraz się biorę za dalsze leniuchowanie.

A w planie m.in. poczytanie. Męczę pewną książkę – „Grimpow Sekret ośmiu mędrców” – już tak ją czytam chyba ze 2 miesiące, i robię to tylko dlatego że głupio mi kolejną książkę oddać do biblioteki nie przeczytaną. Wcześniej oddałam „Merlin Ostatnie seanse” która po przeczytaniu ok.170 stron wydała mi się nieskładnym gadaniem o niczym. Jak skończę tego Grimpow’a to ją opiszę, szczególnie dostanie się temu kto na okładce umieścił hasło reklamowe „Hiszpańskie Imię róży” i Światowy bestseller.........

Muszę też zrobić porządek w robótkowych planach i wreszcie zeskanować wzorki na frywolitki, które mi pożyczyła koleżanka z pracy. Do tego wiadomość dla Agi – w tej gazetce co mi dałaś jest wzór na robienie szalika z pasów, które się plecie na palcach i wczoraj się tej techniki nauczyłam a dziś się będzie uczyć moja mamcia.

„Przepisałam” też już nowy kalendarz – czyli powpisywałam ważne daty w nowy rok. Mam teraz zagłostkę bo się wczoraj nie mogłam zdecydować który kalendarz sobie powiesić – jeden mam ze zdjęciami z Wyborczej drugi z misjami katolickimi gdzie też są fajne fotki – wiec uzupełniłam oba i na razie wiszą dwa... będę je zmieniać co miesiąc. Poza tym wczoraj stwierdziłam, że szkoda mi wyrzucać kalendarza z 2008 roku bo... z tylu każdej karty jest tyle miejsca do rysowania. Dopóki mama nie krzyczy ze starocie leży w pokoju na stole to sobie w nim bazgrze i rysuje...taki recykling powierzchni:)

Brak komentarzy: