Udało mi się!!!! W piątek skończyłam „Grimpow Sekret ośmiu mędrców” Rafael’a Abalos’a. Zadusiła mnie ta książka, zmęczyła i ogólnie zniechęciła. Jak już pisałam, ktoś w myśl tzw. „łyk’u maketinowego (chwyt marketingowy – Kabaret Ani mru mru skecz o chińskiej restauracji) napisał na tylnej okładce hasła: Światowy bestseller i Hiszpańskie „Imię róży” i to mnie chyba zwiodło. A zawsze powtarzali starzy wyjadacze biblioteczni "nie oceniaj książki po okładce!" – ja oceniłam i mi się dostało.
Oto młody chłopak, Grimpow, trochę rzezimieszek i włóczykij wchodzi w posiadanie tajemniczego kamienia, który okazuje się być kamieniem filozoficznym. (wow!) Kamień ten ma go prowadzić do jeszcze większego skarbu, który templariusze przywieźli z Jerozolimy, a który im w opiekę powierzyli wielcy mędrcy (wow!!!). Młody chłopak dzięki mocy kamienia staje się bardzo mądry i z prostaczka przemienia się w naukowca (Wow!!!!!). Podąża więc on wraz z przyjacielem - dzielnym młodym rycerzem i piękną dziewczyną o zjawiskowej urodzie szlakiem wskazówek by odnaleźć sekret mędrców, na plecach zaś czuje oddech króla Francji, który też chce posiąść ten sekret licząc że jest to wielkie bogactwo i obietnica nieśmiertelności, oraz szalejącej ręki sprawiedliwości świętej inkwizycji – która też w osobie św. inkwizytora marzy o skarbie. Sprawa jest poważna bo Grimpow jako ostatni powiernik kamienia jest jedyną osobą, która sekret mędrców może odnaleźć, jeśli mu się nie uda, przepadnie wielka wiedza i mądrość.
Pasjonujące??.... niby tak, ale nie do końca mi wiadomo dla kogo książka jest pisana - bo jeśli dla dorosłych to jest strasznie infantylna! Zero polotu, po 100 stronach robi się nudna - od razu wiadomo kto jest dobry, kto zły, kto zwycięży a kto dostanie w nos. W ogóle nie trzeba się umysłowo wysilać. Wiadomo, że skarb zostanie odkryty przez Grimpow’a, że inkwizytor jest bee, że piękna dziewczyna będzie ukochaną rycerza – (z która tak naprawdę znali się już od dzieciństwa i teraz szczęśliwie rycerz wybawił ją z niewoli u złego diuka i na nowo uczucie odżyło....) Fabuła niby zawiła ma bardzo proste rozwiązania, dziwnym trafem pozytywnym bohaterom zawsze poprawnie udaje się rozszyfrować zagadki, jak jest źle to wiadomo że na swojej drodze spotkają jakiś dobrych ludzi którzy im pomogą, i ogólnie są genialni. Kto porównał tą książkę do „Imienia róży” - nie wiem, ale chyba którejś z tych książek nie czytał...
No nic – dobrze ze już ją skończyłam. Teraz poszukuję nowej lektury. Po takich przejściach chyba sięgnę tym razem po jakiegoś znanego mi pisarza.
Tymczasem pozdrawiam
Jutro idę pierwszy raz w tym roku do pracy. Mam nadzieję, że mi nic tam nie zamarzło.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz