czwartek, 8 października 2009

Wakacyjna lektura

Jaką książkę brać nad morze?
Na pewno nie pożyczoną – mam wewnętrzny sprzeciw przed braniem pożyczonych książek na plaże, szczególnie książek z biblioteki, gdyż osobiście nie znoszę jak w okładce książki (a teraz okładki są foliowe) siedzi piach. Okładka wygląda okropnie a książka wydaje się być brudna. Nie lubię tego więc sama staram się nie przyczyniać do powstawania takich sytuacji.

Książka nad morze musi być wesoła. No jak na słonecznej plaży czytać smutne teksty. Nie leży mi to w kontekście.

Książka na plażę musi się łatwo czytać, trochę wciągać i na pewno trzeba lubić jej autora.

No a jaką książkę wybrałam ja na pobyt na krynickiej plaży..... Książkę autorstwa Joanny Chmielewskiej. Kobiety, która jednoznacznie kojarzy mi się z morzem, która umie zbierać bursztyny, która wie kiedy je zbierać, która lubi hazard, której książki od lat wiążą mi się z wakacjami i która sprawia że śmieje się od ucha do ucha zawsze gdy jem sama w swojej kanciapie w pracy drugie śniadanie (a dlaczego, a dlatego że w książce „Wszyscy jesteśmy podejrzani” jedna z postaci powiedziała że traktuje jedzenie jako sprawę bardzo prywatną i dlatego je chyłkiem, a druga postać usłyszała że tamten je tyłkiem i mało nie spadła z fotela. Proszę sobie to wyobrazić i wszystko będzie zrozumiałe).

Tym razem w podróż ze mną pojechała książka „Zwyczajne życie”.
Pisana dawno, w PRL’owskim klimacie, z dzielną milicją i akcjami społecznymi, z badylarzami i szmuglerką oraz oczywiście zwariowanymi przyjaciółkami w wieku przedmaturalnym, które niechcący wpadają na ślad wielkiego przekrętu i pomagają milicji złapać przestępców. Ciekawa, śmieszna i już trochę nostalgiczna. Polecam

A tak na koniec po czym poznać plażowego „czytacza”? Po tym że twarz ma bladą, bez objaw kontaktu ze słońcem a plecy spalone na czerwono, skóra schodzi 3 warstwą. Na szczęście mój małżonek co jakiś czas zarządzał obracanie rożna na kocyku, więc skórę zachowałam.

Brak komentarzy: