poniedziałek, 12 października 2009

Kot – niespodzianka

Otóż nie jest to kolejny szydełkowy zwierzak. I nie jest to szklana figurka, i nie jest to maskotka pluszowa tylko żywy, czarny, mały kot.
Kot, kociak, rozwrzeszczana czarna kulka, „co wygląda jak 49 smutków”.

W czwartek go dziewczyny widziały na naszej ulicy. Darł się jakby się go ze skóry obdzierało. Aneta próbowała go złapać, ale zwiał jej najpierw pod jednego wraka co niby jeździ, ale już tak od 3 miesięcy miejsca postoju nie zmienił, a potem pod samochód sąsiada.
W piętek wieczorem mama stwierdziła, że może damy mu coś jeść, bo zdawało się nam, że on jest za mały żeby coś sobie upolować. Próbowałyśmy we trzy, angażując w to jeszcze sąsiada, (którego w całej tej akcji obudziłyśmy) i Patryka. Masakra o 23 wieczorem. Kocio – okazał się jeszcze mniejszy niż z początku myśleliśmy, strach było go łapać bo widać było tylko przesuwającą się czarną plamkę. Oczywiście znów zwiał pod wraka.

W sobotę przyszłam rano do rodziców, patrzę a moja siostra siedzi w łazience z pudełkiem, a mama pod łazienką pilnuje Suzi bo tej mało kręgosłup nie pęknie tak szyje wyciąga żeby zobaczyć co jest w pudelku, Okazało się, że rano, na spacerze z psem Anecie udało się złapać małego. Zaplątał się z trawę i tym razem nie dał rady zwiać.

Jest mały, czarny, ciągle głodny, do tego ma zapalenie ropne oczu, zanim go Aneta dosuszyla widać było jak jest chudy. Cały czas płacze. I jest z niego straszna biedzinka. Zobaczymy, co z nim będzie. Czy przetrwa. Teraz siostra robi za kocią mamę dla Cygana... bo jak że go nazwać inaczej.

Brak komentarzy: