Paranoiczną zagłostkę oddawania ubrań dla biednych rozwiązaliśmy z Patrykiem w sobotę. Zawieźliśmy pudełka z rzeczami po babci do Monaru. Okazuje się, że tam po prostu oddaje się wszystko na stróżówkę, skąd potem rzeczy jadą do magazynów. Pan który nam otworzył bramę był bardzo miły i chętnie sam pomagał w wypakowywaniu rzeczy z samochodu. Troche się martwiłam tym, że kurtki też wieźliśmy, myślałam że może nie będą ich teraz chcieli bo to nie sezon i będzie im w magazynach zalegało ale pan popatrzył na mnie i mówi "przecież zima w tym roku też będzie". Bardzo za wszystko podziękował. Widać było że życie nie raz go przygniotło, ale teraz dał mu ktoś szansę, dał zajęcie i cel, i małymi kroczkami jakoś to życie na nowo próbuje układać.
A dziś zrobiłam małą kontrolę w „dzieciowie”. Dzieci całe i zdrowe, rodzice sobie radzą, wszyscy czekają na powrót Gagi.
Aga jak przyuważysz gdzieś Chuck'a to go dawaj do Polski bo muszę coś załatwić przez Błękitną linię TP – a tylko on umie na nią się dodzwonić za pierwszym razem.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz