sobota, 6 grudnia 2008

Z pamiętnika technologa – robótki ręczne

Piątek: Uczyłam się pobierać próbki wody pod korek.... - Co to znaczy?
Uczyłam się tak wlewać wodę do butelki żeby po jej zakręceniu nie było bąbelka powietrza....

Obserwacja: taka sztuczka wychodzi tylko z butelkami szklanymi ze szklanym szlifowanym korkiem (jeszcze trzeba lać tak żeby nie nagazować wody bo wtedy powietrze wyjdzie dopiero po jakimś czasie.) Wody się leje tyle żeby aż się wylewało, potem delikatnie wsuwa korek i już.
Z butelkami plastykowymi to nie wychodzi – leje się wodę, ma się menisk wypukły, do korka dolewa wodę i teoretycznie teraz trzeba szybko zakręcić, potem dla sprawdzenia odwraca się butelkę do góry dnem i.............bąbel powietrza i tak jest.

Trochę to jest wkurzające, no ale nawet znajomy doktor z SGGW powiedział że się nie da uniknąć tego bąbelka. I racja bo –po pierwsze: ręka ludzka nie jest aż tak szybka żeby pokonać przyśpieszenie ziemskie i woda szybciej się wyleje niż korek trafi na butelkę – no dobra, może mistrz Brus Lee by umiał, albo KungFu Panda, zwykły śmiertelnik nie umi.
Po drugie: żeby butelkę zamknąć korek trzeba przekręcić... w tym czasie nawet jeśli coś (cudem) wody w korku zostało to się właśnie wylewa.... (wniosek jak wyżej)

Ale ogólnie było fajne – laboratorium trochę zalałam, siebie też, ale spoko. W zestawie na pobór próbki wody do monitoringu przeglądowego mam 15 butelek, z czego 10 plastikowych, Pobór w poniedziałek - może przy ostatniej bąbelek będzie najmniejszy, musze mieć tylko ubranie na zmianę:) bo potem rajd na Żelazną do Stacji Sanitarno Epidemiologicznej – w skrócie Sanepidu.

A wspomniany wyżej doktor był u nas w piątek na wycieczce ze studentami.
Obserwacja: z tej grupa coś będzie – nie przyszli w pantoflach ani butkach na obcasiku, nie próbowali pływać w reaktorze i nie mdleli w budynku wielofunkcyjnym, nawet jedna studentka stwierdziła – da się przyzwyczaić. Wzruszyłam się.

3 komentarze:

gaga pisze...

Łomatko! Straszniście to skomplikowane! A czemu to takie ważne, aby nie było tego bąbla w butelce z próbką wody?

Tak sobie myślę... że tylko Chuck Norris by nalał do plastikowej bez bąbla;)))

Aaaaa, no i gratuluje grupy rokującej jakieś nadzieje!!! Ja po kolejnych zajęciach (a zwłaszcza kolokwiach) z moimi orłami-sokołami raczej muszę leczyć się z depresji po porażce dydaktycznej;)))

Z innej beczki - wywierciłam mamci dziurę w brzuchu i w całym domu roznosi się właśnie zapach drożdżowego:) A w ogóle to po jakim czasie od wyjęcia z pieca można się na nie rzucić żeby sobie buźki nie poparzyć??!! Chciałabym to wiedzieć;))) A jak tam Twoje Marta kolejne próby drożdżowe?

Martika pisze...

No Chuck Norris by się przydał – nie dość, że ten głupi bąbel oczywiście w butelkach się robił, to jeszcze jak już te 15 butli pełnych wody wpakowałam do lodówki turystycznej, żeby je trzymać w chłodzie i przewieźć do laboratorium to mi ręka zwiędła jak ją miałam podnieść – takie to było ciężkie.

Mówi, się że tego bąbelka nie powinno być, bo teoretycznie może zajść jakaś reakcja w tej butelce pomiędzy związkami jakie się chce zbadać a powietrzem i wtedy wynik takiej analizy nie byłby prawdziwy. Tak przynajmniej mówią te panie co butelki przyjmują. Zależy też co się bada bo np. podczas badania mikrobiologicznego czyli bakterii specjalnie butelkę wypełnia się tylko w 2/3 wodą i zostawia powietrze żeby zarazy się nie podusiły.

Następny pobór w styczniu – czy ktoś ma telefon do Chucka????

A w sprawie książki to jak się ciocia będzie do siostrzeńców wybierać to nie ma sprawy – może książkę podrzucać do mnie.

Jeśli zaś chodzi o ciasto – to trzeba jeść.............. jak tylko mama się odwróci. Z moich wypieków drożdżowych ostatnio była tylko pizza. Rodzina i znajomi żyją więc eksperymentuje dalej.

gaga pisze...

Spoko, spoko, jadę do Texasu, to poszukam Chucka!!! Jest tylko jeden problem - jadę tam dopiero w maju... Ale w końcu lepiej późno niż wcale;)

A co do drożdżowego.... zjadam pilnie;) Choć nadal podtrzymuje, że najlepsze jest takie niemal prosto z pieca, przechłodzone tylko na tyle, żeby za mocno nie parzyło;)

Z wypiekowych planów... Jak się uda to w niedzielę pierwszy etap pierniczenia na Sezamkowej:D