czwartek, 24 września 2009

Anegdota ślubno - weselna

Chyba każda młoda para przed ślubem słyszy w pewnym momencie w Kościele prośbę od księdza by fotograf i/lub kamerzysta nie szaleli za bardzo przy ołtarzu. Nam te uwagę przekazał ksiądz Norbert – kto zna tego księdza to sobie może wyobrazić jak to wglądało – delikatnie to nazwę warknięciem, ale podobno jak on odprawiał ostatnio jakiś ślub to kamerzysta przewrócił kwiaty na ołtarzu, wiec może miał prawo do traumy.

Zatem pomna uwag dzwonie do naszego super fotografa – i proszę żeby nie szalał za bardzo na mszy, żeby się starał tak dyskretnie pstrykać zdjęcia. Pan mi odpowiada, że mam się nie martwić, że on wie co i jak i że w tym zawodzie bywają tacy oszołomi co potem psują wszystkim opinie, ale on będzie niewidoczny.

Trochę się uspokoiłam i prawie o sprawie zapomniałam aż do soboty kiedy zobaczyłam naszego fotografa. Myśmy się z nim umawiali jakiś rok temu, trochę go z wyglądu pamiętałam ale nie za szczegółowo, a tu w drzwiach mego pokoju staje facet o wzroście 2,10 m....... i jak on ma być niewidoczny???
Chyba nawet mam takie zdjęcie z miną głęboko zdziwioną.

Ale rzeczywiście, nawet człowiek nie zauważył kiedy był fotografowany, bo pan był bardzo dyskretny, a znów zawsze był tam gdzie trzeba i gdzie działo się coś fajnego przez co zdjęcia są super magiczne.


Kto zainteresowany - na fotce sa na Pana Fotografa namiary:)

Brak komentarzy: