o rany ale dawno tu nikt nic nie pisał...hm ja nic nie pisałam. wygląda na to że nic się u nas nie dzieje - a to nie prawda! dzieje się i właśnie dlatego chyba nie piszemy.
Po pierwsze - zapisałyśmy się z Agą na salse i co poniedziałek wyginamy śmiało ciało w Centrum Kultury
Po drugie - ja zapisałam się na warsztaty z biżuterii - i też co tydzień tym razem we wtorki wyginam śmiało druty, żyłki i igiełki robiąc coś do zawieszenia na uchu lub szyi. Ostatnio nawet moja siostra wzięła ode mnie parę kolczyków - znaczy się, jak taki znawca bierze to musiały mi wyjść ładne.
Po trzecie - zaczął się okres dyni - 2 razy była zupa na słodko i raz akcja marynowania dyni (mam nadzieje, że to wyszła rzeczywiście dynia marynowana a nie zmarnowana)
Po czwarte - na drutach zrobiłam dla siebie ocieplaczebez palcowe na ręce (nie mylić z rękawiczkami). To w związku z nastaniem już zimniejszych dni i wizją siedzenia 8 godzin w pracowni gdzie prawie w każdej ścianie jest dziura od wentylatora - wiatr w nich pięknie hula kula - najbardziej "lubię" tą dziurę nad biurkiem z komputerem - jak jest deszcz to z niej pada, a w zimę wieje mrozem po palcach (wiesz o czym mówię Marysiu). Wiec teraz jak tylko zacznie mi być w pracy zimno w ręce będę miała ocieplacze.
Po piąte- oboje z Patrykiem przeszliśmy pierwszy atak grypy.
Po szóste - przez wakacje przeczytałam trylogie Millenium. Polecam, mocna rzecz - trzyma mnie do dziś.
Po szóste - podczas chorobowego przeczytałam "Byczki w pomidorach" Joanny Chmielewskiej.... rozmawiałam kiedyś o jej książkach ze znajomą panią kustosz biblioteki i obie zgodnie stwierdziłyśmy, podobnie jak większość starych czytelników książek Chmielewskiej, że jej współczesne kryminały już nie mają tego "czegoś". Przeczytałam "Byczki" przez sentyment i szacunek dla pani Joanny, ale się nie zachwyciłam, szczególnie że wcześniej skończyłam Millenium. Przyznaję, te dwie książki to dwa rożne typy kryminałów - inny ciężar poruszanych spraw - ale czytając Millenium musiałam sobie samej ustanowić rygor przerw - bo inaczej dom zarósłby brudem, a obiad byłby tylko marzeniem mojego męża. Z "Byczkami" było odwrotnie - trzeba było wprowadzić rygor przeczytania określonej liczby stron żeby wyrobić się do końca L4.
Po siódme - konsekwencje pójścia na studia podyplomowe zaczynają być odczuwalne
Po siódme - itd... itd... (wiele się działo ale net znów szwankuje wiec się nie rozpisuję)
U Agi też się dużo dzieje - nowa praca, nowe obowiązki, oczywiście salsa i wiele wiele wiele innych spraw na głowie - bo jak to Aga nic nie robi po prostu, tak jak zwykli ludzie tylko ekstremalnie. I za to ją wszyscy kochamy:) i czekamy na post jej autorstwa.
Na resztce neta kończę ten wpis i obiecuje wrzucić kilka zdjęć. (z góry uprzedzam zdjęć z salsy nie będzie)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz