sobota, 8 listopada 2008

Pejzaż z piosenką

Wczoraj w Centrum Kultury w Izabelinie odbyło się kolejne spotkanie (ale pierwsze na którym byłam) z poezją śpiewaną. Tym razem naprawdę w pogardzie mając tnące szpony mrozu i przepisy BHP udało nam się z narzeczonym mym dotrzeć na ten koncert. Ciężko było bo oczywiście mój tatko wymyślił dla Patryka na wieczór całkiem inne zajęcie, na szczęście udało się z pomocą mej mamy ograniczyć zadania do wykonania, większość przełożyć na dziś bo szczęśliwie się mamie przypomniało, że musi pilnie zrobić zakupy z tatą (dziękuje Ci mamo). Ja się odstawiłam że ho ho, i pojechaliśmy czerpać kulturę. Występował pan Zbigniew Zamachowski, pani Joanna Trzepiecińska, akompaniował pan Bogdan Hołownia, a wszystko prowadził pan Antoni Muracki.
Było naprawdę miło i uroczyście, piosenki czasem śmieszne czasem nostalgiczne ze względu na czas jesień i minionych świąt, dużo z tekstów Jeremiego Przybory i Jerzego Wasowskiego. Gdy się tak dokładnie wsłucha w teksty, w interpretacje wszystko się zaraz rozumie, w mig myśl autora rozumie. Naprawdę to jest klasa. Tak wtedy pomyślałam, że znów się we mnie rodzi bunt przed obecnymi „gwiazdami”, ludźmi, którzy z ulicy stają się sławni bo grają w serialach... nawet jak to są te tzw. „nieoszlifowane diamenty” talentu, to jednak brakuje im czegoś, tej szkoły myśli i słowa, jejku jak ten Zamachowski śpiewał „bo we mnie jest sex...” o rany. Albo pani Trzepiecińska o szukaniu Romea... ja w to wierzyłam.
Naprawdę było warto.
Niestety jednym cieniem na tym wszystkim kładło się zachowanie niektórych osób.... Przed rozpoczęciem występu pani Maryla Łukasińska – dyrektorka Centrum Kultury – poprosiła żeby w trakcie koncertu nie robić zdjęć, że będzie na to czas po koncercie, albo jak artysta będzie wykonywał ostatni utwór. Niestety nie wiele osób to zrozumiało. Niektórzy być może tego nie słyszeli bo się spóźnili (też bardzo kulturalnie).
Zdjęcia z ramienia Centrum Kultury robiła moja koleżanka Marta – ale wcześniej uzgodniła to z wykonawcami, poza tym robiła bez fleszy... jednak nasz naród taki jest, że jak już jeden może to zaraz następny spróbuje i następny i następny.... i doszło do tego, że pani Trzepiecińska zwróciła w końcu uwagę, że ją to bardzo rozprasza i że się wcześniej umawiała z organizatorami na zdjęcia po koncercie. Trochę wstyd..... A już gwóźdź to trumny dołożył facet z Centrum Administracyjnego – ten sam budynek, tylko bliższy z władzą...., który przyszedł oczywiście po prośbie pani Trzepiecińskiej i przecież o niczym nie wiedział, wiec jak się widownia przestała wygłupiać to on zaczął.... dobrze że to już była końcówka.
Czy ja się czepiam??
Ale ogólnie wieczór kulturalny bardzo fajny. A pani Joanna po koncercie jeszcze długo stała z widzami i rozmawiała. Można było poczekać.

Brak komentarzy: