Agę pochłonął doktorat, a mnie remont i przygotowania do ślubu. Trudno w tym wszystkim znaleźć choć chwilę żeby przy czymś podłubać. Choć musze się przyznać, że ja ostatnio pasjonuję się malarstwem wielkoformatowym – czyli maluję okna, ściany i drzwi. Ponadto uprawiam wyrzutnictwo swobodne – przez 5 minut zastanawiam się czy dana rzecz nadaje się jeszcze do użytku czy pora pozwolić jej już odpocząć, a potem znów ją chowam do szafki.
Z wieści kulturalnych. Obecnie poczytuję książkę Manuli Kalickiej „Rembrandt, wojna i dziewczyna z kabaretu”. Akcja ksiązki rozgrywa się na początku II Wojny Światowej, trochę w Warszawie, trochę w Krakowie. Młoda dziewczyna, Irenka, nagle staje się powiernicą obrazu Rembrandta, a przy okazji na swojej drodze spotyka małego żydowskiego chłopca, najprawdopodobniej sierotę. Trochę przerażona, w sumie naprzeciw swojemu zdrowemu rozsądkowi ale zgodnie z sumieniem, otacza opieką dzieciaka. Sama nie wie co się dzieje i jak dalej żyć, ale wie też, że ten malec bez niej nie ma szans. Wiec kombinuje jak tu przeżyć i nie dać się z łapać albo z drogocennym obrazem, albo z dzieckiem niszczonej wiary.
Drugi wątek tej opowieści to historia ratowania bezcennych książek zgromadzonych w niepozornym antykwariacie w Krakowie. W antykwariacie gdzie zwykły kupujący był natrętem przerywającym chwile kontemplacji książek przez starego antykwariusza –Żyda, a wstęp do tego świata mieli tylko wybrani, podobni jemu miłośnicy słowa pisanego.
Obecnie jestem na wstępie książki, jak dalej historia się potoczy pokażą kolejne postoje na przystankach, lub w kolejkach.
A na zakończenie jeszcze zdjęcie z wyjazdu do Niemiec. Zrobione jako dowód tego że pomysłowości ludzka nie zna granic ...

...ciekawe tylko czy ktoś obmyślił mechanizm czyszczenia tych półeczek.. bo jak nie, to kiedyś jakiś przechodzień może mieć "duży problem" na głowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz