Ponieważ pozwoliłam sobie na luksus nieistniejącego w przypadku doktorantów zwolnienia chorobowego, toteż obecnie ze wszystkim jestem czasowo do tyłu... W ten oto zawiły sposób chciałam się wytłumaczyć z tygodniowego opóźnienia tegoż postu;) Nie planowałam nawet o tym pisać (bo że niby się chwalę, czy coś;)), ale że społeczeństwo się domaga...;)))
Ad rem. Chciałam w kilku zdaniach opowiedzieć Wam o koncercie zaduszkowym, w którym miałam ogromną radość wziąć udział przed tygodniem. Może na początek- co na ten temat ma do powiedzenia sam pomysłodawca, autor/aranżer i 'szef' całego przedsięwzięcia:
Oramus pro eis - koncert zaduszkowy. To wzruszające misterium słowno-muzyczne osadzone w tematyce święta zmarłych. Trzy zasadnicze części: "Kyrie", "Sanctus" i "Agnus Dei", przypieczętowane wymownym "Amen" wyznaczają puls opowieści o dramacie człowieka, o jego wyborach, o grzechu, o śmierci i radosnej nadziei na zmartwychwstanie.
Sam koncert nie był jednak jednorazowym wydarzeniem - jest to jedno z przedsięwzięć formacji J.C. Hopa Project, o której więcej poczytać można na stronie www.JCHP.pl. Przed rokiem na przykład dwukrotnie wyśpiewaliśmy pochwałę Matki Bożej w oratorium Maria Virgo. Muszę przyznać, że było to naprawdę przejmujące wydarzenie - tak dla słuchaczy (przynajmniej tak twierdzą;)) jak i dla nas - śpiewających, grających, deklamujących...
Ale, ale, skąd w ogóle udział gagi, tj. mój, w tak niezwykłych koncertach??!! Chciałabym to wiedzieć!!;))) Otóż pomysłodawca, twórca i leader (jakie modne słowo w dzisiejszych czasach;)) JCHP - Sylwek Laskowski - to mój pielgrzymkowy znajomy:) A przy tym piekielnie zdolny muzyk, kompozytor i aranżer! Piękno koncertów przez niego przygotowywanych tkwi w połączeniu tradycji, naszej pięknej polskiej muzyki sakralnej z nowoczesnością, z nietuzinkowymi, zaskakującymi aranżacjami na solistów, chór i orkiestrę. Czyli tłumacząc z polskiego na nasz: Sylwek aranżuje na nowo nasze tradycyjne polskie pieśni kościelne. Czasem potrafi nieźle zaskoczyć słuchaczy, którzy słyszą niby znaną pieśń, ale taką jakby inną;) Jak dla mnie bomba!:) Zwłaszcza, że mogę być częścią tych niezwykłych projektów i dołożyć swoją skromną cegiełkę do całości:)
Jeśli chodzi o zeszłotygodniowy koncert, to nie obyło się bez przygód;) Ale ta pęknięta struna w Sylwka gitarze podczas drugiego chyba utworu, nic nie popsuła, a dodała jedynie uroku całemu wieczorowi:D Chociaż... zabawnie było, jak Sylwek przeprosił publiczność i zniknął na dwie minuty za ścianą (skąd dobiegały do nas jedynie odgłosy strojonych poszczególnych strun), a my staliśmy w świetle reflektorów na scenie, nie bardzo wiedząc co tu robić... Sylwek jednak po chwili powrócił do nas i dalej koncert potoczył się już bez przeszkód:)
I to tyle na dziś, jeśli chodzi o relację z koncertu. Kolejny będzie koncert God'spell w ostatnią niedzielę listopada - ale to już zupełnie inna historia... Toteż oddaję głos do studia;)
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Gaga, Marta!
Na poczatku wroce do pierwszego wpisu i odpowiem na jego koncowe wezwanie: TRU-TU-TU-TUUUUU! (to byly fanfary).
Nareszcie udalo mi sie zajrzec do Waszego bloga. Chociaz szczerze mowiac jego nazwa nie brzmi zachecajaco dla kogos takiego jak ja... Zajrzalem tu (przyznaje bez bicia) tylko ze wzgledu na osobe Agnieszki, ktora znam z innego bloga i nie tylko... ;-) No i okazalo sie, ze jest calkiem inaczej niz myslalem, czyli faktycznie "nie tylko o starych koronkach".
Tutaj gdzie jestem (a jestem daaaaleeeekooooo) jest juz niedzielny wieczor; za 2 godz. wyjezdzam na 3 dni jeszcze dalej niz jestem, wiec jakos tak zachcialo mi sie poczytac cos "swojskiego". I dziekuje za wiadomosci, zwlaszcza te kulturalne, znad dalekiej Wisly! Ech... Jak przeczytalem o Zbyszku Zamachowskim, to od razu stanal mi przed oczami moj ostatni moment ukulturalniania sie w Ojczyznie... Gaga, pamietasz? Fajnie bylo!
A co do "Oramus pro eis" - aranzacje Sylwka znam tylko z ubieglorocznej pielgrzymki, ale przyznaje, ze potrafi to robic swietnie! Jego czesci stale Mszy do dzisiaj sa moimi ulubionymi! Jest tylko jedno ALE: kiedy Wy wreszcie dacie posluchac cos ludziom z dalekich, poganskich krajow?! (czyt.: kiedy wreszcie bedzie szansa na jakies nagranie, najlepiej do sciagniecia z netu?!)
No, nic. Na razie od 2 tygodni slucham tradycyjnych i najnowszych przebojow w kilku tutejszych jezykach, glownie Kannada, Tamil i Telugu. Fajne! Dzisiaj przyszla mi nawet ochota kupic jakas plyte z tutejszymi hitami mlodziezowymi (hi, hi! W tym wieku...!). Ale nie ukrywam, ze naprawde wielkie wrazenie zrobily na mnie tance i w ogole umiejetnosci taneczne ludzi tu mieszkajacych. A jednym z najpiekniejszych wrazen estetycznych poza tancami sa stroje kobiet: cudowne, kolorowe i... no coz, noszone przez piekne osoby! :-) Wszedzie: na ulicy, w kosciele, w szkole... Nawet zakonnice nosza tu coraz czesciej jako habit po prostu sari. No dobra, to chyba juz wiecie mniej wiecej gdzie jestem? :-)
Pozdrawiam i do uslyszenia za... najwczesniej chyba za 3 dni. Dobrego rozpoczecia tygodnia!
Prześlij komentarz