Do tworów rąk naszych jeszcze dodajmy twórczość naszą wesołą kucharską i dzierganiny na drutach – właśnie jedną popełniam teraz..... w zasadzie wymaga ona krótkiego komentarza. Otóż ja ją - a raczej jego bo to szalik- zaczęłam w zeszłym roku i.......potem zima minęła, lato nastało i robótka poszła do szafy. Ale ostatnio gdy aura się zmienna zrobiła, a wiatr szyję owiał z zakamarków pamięci wygrzebałam wspomnienie szalika. Idąc za ciosem przekopałam szafę w poszukiwaniu robótki (kto by pomyślał, że ją schowałam na półkę z letnimi torbami - chyba po to żeby jej przypadkiem nie zapomnieć) i wyciągnęłam szary kłębek z połówką szalika. Zważywszy, że zima tuż tuż to albo mnie to zmobilizuje i sukces na szyi zwieńczy dzieło albo.......... będę liczyć, że zima może nie będzie bardzo mroźna i przyjdzie dopiero na Boże Narodzenie.
Muszę się jednak przyznać, że lubię bardzo robić na drutach i z przyjemnością teraz siadam do motka (zwłaszcza jak brzuszek mi grzeje pół szalika – kocyk nie potrzebny). Poza tym przy prostym wzorze (ryż potrójny) można spokojnie zerkać w telewizor (a dziś „Gotowe na wszystko” – serdecznie polecam). Jednak nie jestem mistrzynią, bo podobno mama mojego taty książki czytała tylko wtedy jak robiła na drutach. Fajnie by było umieć tak robić – 2 w 1.
Tymczasem wyciągam druciki i zapadam się w fotel ............
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
2 komentarze:
Eh Marta, ten Twój wygodny fotel... Muszę sobie w końcu taki sprawić;)
Ja dziś działałam ostro w kuchni - po kolejnej dawce przetwórstwa buraczanego (ja naprawdę już nie mogę, przez jakiś czas zupełnie nie mogę patrzeć na buraczki...) musiałam odreagować, a ćwiartka brata to chyba wystarczająca wymówka, co?;) Toteż wydziergałam suflet czekoladowy:)
I chociaż od początku wydawało mi się, ze coś nie tak (nie robiłam sufletów od laaat), chociaż ciasto było przez cały czas takie jakby za gęste, chociaż przez pierwsze 10minut w piecu wcale nie chciało rosnąć (czy oni nie mogliby w przepisać podawać po ludzku temperatury zamiast pisać w bardzo gorącym piekarniku??!!), to jednak ostatecznie pięknie urosło, opadło nawet mniej niż na suflet przystało i wszystkim bardzo smakowało:) Serwowałam ze świeżutką bitą śmietaną, a pałaszowaliśmy w tempie ekspresowym:)
Zamiast sromotnej sufletowej porażki odniosłam jednak sufletowy sukcesik:)
Narobiłaś mi smaku....... czy są tu jakie suflety do zjedzenia?!...hm....... nie ma:) ale jest czekolada!!!!!!!
Prześlij komentarz