Wczoraj mojemu mężowi o zdolnościach pirotechnicznych – z naciskiem na technicznych– udało się cudem jakimś uruchomić internet.
Po wojnie z infolinią, z konsultantami, z monterami, z kimś tam i czymś tam jeszcze, Patryk pokombinował znów z modemem i komputerem i jakoś sobie tylko znanym sposobem uruchomił cyberświat.
Nie znam się na szczegółach, nie wiem jak to zrobił, co spiął, co podpalił komu zagroził siekierą – jakoś działa. Wydaje mi się, że to nie koniec walk bo działa wolno – w czasie otwierania strony można zrobić sobie herbatę, zatem pewnie kombinować trzeba będzie dalej.
Ale zakupy przez sieć da już radę zrobić – co zostało oczywiście sprawdzone.
Dobrze że pensja już niedługo
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz