poniedziałek, 2 listopada 2009

Z pamiętnika technologa – „Poszukiwaczki zaginionych rozdzielaczy”

Ten post miałam wrzucić w piątek w pracy - ale zapomniałam:) w kontekście całej historii jest to u mnie bardzo normalne...


Z koleżanką Marysią – moją współgospodynią laboratorium zaplanowałyśmy sobie w środę badanie detergentów. Rano Marysia przeżyła ekstremalną wyprawę pogotowiem wod-kan po próbki i o godzinie 9 z minutami zaczęłyśmy przeprowadzać analizę.
Na początku jak przystało na przyzwoite laborantki zaczęłyśmy przygotowywać sprzęt i odczynniki zwłaszcza że tych badań nie robi się zbyt często i są one dość trudne do przeprowadzenia na naszych sprzętach.
Zatem, uzupełniłyśmy tryskawki z wodą destylowaną i acetonem, wyjęłyśmy zestawy do analizy, przeczytałyśmy metodykę wykonywania badań (nic nie zrozumiałyśmy) i naszykowałyśmy szkło laboratoryjne.......... hm............. i tu się pojawił problem............. gdzie Marta schowała rozdzielacze gruszkowe niezbędne podczas tej analizy...........??? Nie pamięta!!!!!!!!!!

Dla niewtajemniczonych - rozdzielacze gruszkowe to takie szklane bańki w kształcie odwróconej gruszki z korkiem szklanym na górze (tzn. tam gdzie gruszka ma grubszy koniec) i wypustem z kranikiem na dole (tam gdzie gruszka zwykle ma ogonek)... :) jak pięknie:) ....
No i Marta zważywszy na to, że sprzęt jest szklany i trochę drogi (więc w przypadku zbicia musiałaby się długo tłumaczyć i motywować szefów żeby kupili nowy) wolała go schować w bezpieczne miejsce żeby go ktoś lub coś (kot) nie zniszczyło.....

Zatem tak go schowałam, że nie umaiłam go znaleźć. Szukałam najpierw ja, potem Marysia – no nie ma – pudełko z rozdzielaczami zaginęło. Przetrząsnęłyśmy szafki, zajrzałyśmy na pułki, za suszarkę, do dygestorium - no nie ma.

Wtem Marysia zaproponowała żebyśmy zaczęły gadać o czymś niezwiązanym z laboratorium to może nam się przypomni. Zatem stoimy i gadamy o czymkolwiek bądź, pijemy herbatę, opowiadamy anegdoty z życia. Marysia tak stoi oparta o szafkę, patrzy się na mnie, na nasz stół wyspowy, na szuflady........ „ty, a może schowałaś to do szuflady?” – i wtedy jak grom z jasnego nieba! Retrospekcja jak tajfun! Tak! Szuflada! Do ostatniej się rzadko zagląda, więc nic się tam rozdzielaczom nie powinno stać!

Zatem po długich poszukiwaniach rozdzielacze się znalazły i analizy przebiegały już dalej bezproblemowo...... prawie.

A morał z tej historii jest taki – dobrze w pracy jest dbać o powierzone sobie sprzęty i sumiennie przykładać się do roboty – jednak przede wszystkim należy jak najczęściej rozmawiać o głupotach bo efekty pracy są większe.

1 komentarz:

gaga pisze...

I pod tymi wnioskami podpisuję się obiema rękami i nogami!!! ;))) Tak trzymać!!!