środa, 18 listopada 2009

Moralny niepokój w TP.SA

Czy kojarzycie Państwo skecz Kabaretu Moralnego Niepokoju o tym jak jeden człowiek chce kupić bilet do Mławy w kasie gdzie jest telefoniczna rezerwacja biletów i kasjer mu tego biletu nie chce sprzedać bo żeby kupić bilet trzeba do kasy zadzwonić.
No to tak jak ten koleś, który próbuje kupić bilet do Mławy, poczuliśmy się wczoraj z mężem w salonie TP.

Zamarzył nam się Internet w domu. Poszliśmy do TP. 2 razy załatwialiśmy umowę: raz - żeby przepisać na mnie numer telefonu, drugi – żeby podpisać umowę o neostradę i modem. Pan nam powiedział, że w przeciągu 2-3 dni usługa powinna być już dostępna i wtedy można się podłączyć.
Najpierw na nasz domowy telefon zadzwonił automat, że usługa jest aktywna – Patryk zaczął podłączać modem... i klops - nie działa. No ale automat może zadzwonił za wcześniej bo w poniedziałek zadzwonił na komórkę pan z salonu, żeby powiedzieć, że można się teraz na pewno podłączyć. No to próbujemy znowu – po raz dziesiąty chyba no i nic, jak nie działa tak nie działa. Patryk sprawdził wszystko, po 5 razy, zdiagnozował, przełączał, włączał, wgrywał – no jak nic modem popsuty.

Pakujemy się wczoraj w nasze Pikachento i jedziemy do punktu TP na Bemowie żeby wymienili modem. I zaczyna się czeski film.

Pani w salonie pyta - co się stało?
My - modem nie działa prosimy o wymianę.
Pani – a skąd pan wie że modem nie działa?
My – bo jest popsuty, podczas próby podłaczenia pojawia się komunikat, że albo urządzenie jest nie podłączone (a fizycznie jest) albo jest zepsute
Pani – a czy dzwonił pan na infolinię?
My – na infolinie nie można się dodzwonić! Prosimy o wymianę modemu
Pani – no jak się nie można dodzwonić? Przecież infolinia działa 24 godziny na dobę! Jest ogólnie dostępna i przyjazna
My – to niech pani na nią dzwoni
Pani zaczęła dzwonić i zgadnijcie co – nie połączyła się!!!! HaHaHa, musiała resetować telefon!

My – niech Pani nam wymieni ten modem albo rozwiąże umowę
Pani przerażona wizją utraty klienta, dzwoni znów na infolinię. Połączyła się, po 5 minutach doczekała się rozmowy z konsultantem, mówi w czym problem, aha aha, odkłada słuchawkę.
My – no i?
Pani – no ona nie może nam wymienić modemu bo nie ma zgłoszenia telefonicznego na infolinii że jest problem z internetem.
My na nią wytrzeszczamy oczy – no przecież pani to zgłosiła teraz jak dzwoniła.
Pani – no niby tak ale tak naprawdę nie, bo my to musimy zgłosić osobiście, wtedy konsultant który ma dostęp do centrali, sprawdzi połączenie i jak się okaże, że z połączeniem jest coś nie tak to wtedy przyśle montera, a jak po wizycie montera nadal będzie problem z podłączeniem internetu to wtedy dopiero przyjmie zgłoszenie awarii sprzętu i da zlecenie wymiany modemu.

Żeśmy zbaranieli. Czyli mamy teraz zabrać swoje zabawki, jechać do domu, podłączyć wszystko na nowo i z domu zadzwonić na infolinie. I dopiero jak ruszy cała procedura i okaże się że mamy racje to znowu mamy przyjechać po nowy modem.

Ale najlepszy był przypadek pana, który załatwiał sprawę przy sąsiednim stanowisku. Przyszedł z modemem do telewizji, który nie działa. Dobrze, że miał ze sobą umowę bo pani obsługująca powiedziała mu, że przecież on nie ma takiej usługi zaznaczonej w bazie TP wiec nie może mieć telewizji. Facet też zbaraniał. Mówi, że przecież on ma umowę. Pani nie rozumie. To jej pokazał umowę. Kobieta nadal ma problem.... może to nie jest ta umowa? Facet mówi, że przecież sam sobie tego nie wydrukował, są podpisy, są pieczątki, wszystko załatwiał u nich w punkcie! Pani w końcu zdesperowana dzwoni do konsultanta. Chwila rozmowy. No widocznie ktoś danych nie wprowadził do systemu. Centrala usługę uruchomiła, ale ktoś zapomniał to odznaczyć, ale już błąd został naprawiony i ona teraz już może na temat telewizji rozmawiać
Facet brnie dalej. Też mówi że sprzęt nie działa, ani modem internetu, ani telewizji, nic.
Pani chwilę z nim pogadała – znów dzwoni do konsultanta. Aha aha. Pogadała. Pyta pana o jakiś numer komórkowy do kontaktu, facet podał, ona przekazała, i mówi że teraz ten konsultan za chwilę oddzwoni na tą komórkę i przyjmie zgłoszenie. I w tym momencie facet mówi, że nie ma tej komórki przy sobie bo to komórka służbowa, zostaje w pracy. To pani mówi żeby podać inny numer. Pan odpowiada że może dać stacjonarny – ale ten jest w domu! To pani proponuje, że w takim razie ona ustali z konsultantem żeby zadzwonił za parę godzin jak pan wróci do domu. Facet mówi że po co – przecież on tu fizycznie jest! Czy nie może pani przyjąc tego zgłoszenia tutaj?! Nie! Dlaczego? Bo takie są procedury!

Czyli Gość tak jak i my ma pojechać ze swoim sprzętem do domu. Poczekać na telefon. Zgłosić/potwierdzić awarie sprzętu i jeszcze raz przyjechać.

Wariactwo! Ale przynajmniej mają swoje głupie, akredytowane procedury!

Oby tylko facet nie mieszkał w Mławie

Brak komentarzy: