Ostatnie nasze wpisy miał miejsce 13 marca i potem cisza. Można by pomyśleć, że coś nam się stało, że na przykład doświadczenia kuchenno-kulinarne nie do końca się udały.
Pragnę donieść, że wszystko jest ok. Wszystkie paluszki i rączki są na miejscu, żadnych przypalonych brwi ani grzywek – jak na razie.
Obecnie jestem po obejrzeniu drugiej płyty z przepisami, poza tym z pracy od koleżanek dostałam przepis na krupniok – wiec szansa na kolejne szaleństwa w kuchni jest, tylko nie wiem czy inni eksploatatorzy (głupi wyraz, nigdy nie wiem jak się go piszę a muszę go w pracy często używać) kuchni będą nadal tak spokojni kiedy zacznę spirytus na wolnym ogniu podgrzewać.
Natomiast koleżanka Agnieszka się rozśpiewała i w tamten weekend była na Wiośnie God’spell w Lublinie...ale to już dziedzina i mam nadzieje, że rozwijając go na blogu swojego chóru napisze też coś o tym tutaj.
A z serwetki, którą robię i robię i robię.... zostały mi jeszcze 3 okrążenia. Może mi się uda ją jeszcze w tym miesiącu skończyć.
No dobra – koniec przyjemności czas jeszcze trochę popracować.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz